i rozmyslam nad losami ekranizacji prozy MacLeana. Jest to temat dla mnie
powazny, bo Maclean byl dla mnie zawsze jednym z najwazniejszych pisarzy
moje mlodosci (jego krolowanie przypada na 6 - 8 klase, ale chyba i pierwsza
LO). :-) Wowczas niewielu moglo z nim konkurowac - jak siegam pamiecia do
tamtego okresu, to tylko Lem i Tolkien (bo z Verne'a, Nienackiego i Wernica
juz wtedy wyroslem). A poniewaz byl to okres wchodzenia rowniez w szerokim
zakresie do polski filmow video, wiec polowanie wraz z kolegami na
ekranizacje Macleana bylo w modzie (aczkolwiek "Dziala Navarony" obejrzalem
w Iluzjonie, a "Tylko dla orlow" w TV).
Podczas lektury ksiazek MacLeana odnosilem wrazenie, ze sa to powiesci
nieslychanie 'filmowe' - wystarczy je przepisac na scenariusz i swietny film
gotowy. Niestety, rzadko ktora z ogladanych ekranizacja usatysfakcjonowala
mnie jako czytelnika Mcleana.
Mialem okazje zobaczyc "Dziala Navarony", "Tylko dla orlow", "Komandosow z
Navarony", "48 godzin" ("When eight bells toll" z Anthony Hopkinsem),
"Przelecz zlamanego serca" (z Charlesem Bronsonem), "Stacja arktyczna zebra"
(z Rockiem Hudsonem), "Zlote Rendezvous" (z Richardem Harrisem), "Sile
strachu" ("The fear is the key" - morderce Royale'a gral tam Ben Kingsley!).
O ile wiem, zekranizowane zostaly tez "Lalka na lancuchu", "Wyspa
niedzwiedzia", "Rzeka smierci", "Tabor do Vaccares", "Szatanski wirus" i
"Ostatnia granica", ale pod innym tytulem ("Secret ways") - i tych nie
mialem okazji obejrzec. I, o ile "Zlote rendezvous", "48 godzin", "Sila
strachu", "Lalka na lancuchu" sa swietnymi ksiazkami sensacyjnymi, to
powstaly z nich zupelnie przecietne filmy sensacyjne. Chyba przez
zaniedbanie - bo na pewno bardziej utalentowani rezyserowie potrafiliby
wykrzesac wiecej z tych opowiesci.
Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla AFAIK pisana od
razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z przyjemnoscia do
dzis.
Od poczatku mialem natomiast mieszane uczucia co do "Dzial Navarony".
Wiadomo, obsada znakomita, Peck to dla mnie urodzony Mallory, do tego Niven,
Quinn i Quayle. Ale - mam wrazenie, ze wszystko to, co zostalo zmienione w
porownaniu do fabuly z ksiazki, nie wyszlo filmowi na dobre. Zamiana
Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory'emu dowodztwa
zespolu, a do tego autentyczne dluzyzny i przerwy w tym, przygodowym
przeciez, filmie. Mozna go ogladac do dzis, ale to juz nie to... Choc i tak
byl o klase lepszy od "Komandosow z Navarony", ktorym zabraklo przede
wszystkim przyzwoitego scenariusza.
Co z powiesci MacLeana mozna by zrealizowac jeszcze? Coz, czasy gdy krecono
filmy w stylu H.M.S. Ullisses" skonczyly sie w latach 60-tych. A szkoda, bo
ja bym to jednak chetnie obejrzal - prawdziwych dramatow wojennych na morzu
wiele w kinie nie bylo. Jakos zawsze sprowadzalo sie to do kina przygodowego
("Konwoj", "San Demetrio", "Bitwa przy River Plate", bylo o "Bismarcku", ale
nie pamietam tytulu - ostatnio na Ale kino!). Oczywiscie, jest "Okret" - ale
chyba z lodzia podwodna jakos latwiej...
Niezle mozna by zrobic "Noc bez brzasku" - kameralny thriller. Dobrze
zagrany i wyrezyserowany moglby byc naprawde emocjonujacy, podobnie jak byla
ksiazka.
Ale ja nie mialbym nic przeciwko remake'owi dzial Navarony, tym razem jako
emocjonujace kino przygodowe. Zaczalem sie nawet zastanawiac nad obsada...
Mallory - hmmm... Peck swietnie do tej roli pasowal... Ale juz wiem -
oczywiscie Russell Crowe! jest nawet Nowozelandczykiem!
Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to powinien byc
niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca (nie musze dodawac
chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.
"Dusty" Miller - oj, nie wiem. Niechlujny amerykanin kolo 40-tki. Rany,
Buscemi mi po glowie chodzi, ale to by byla przesada...
Porucznik Andy Stevens - musi byc przystojniak, zeby bylo go zal, gdy zginie
- Hugh Jackman? ;-) A moze Brad Pitt? Ewan McGregor?
Brown - wlasciwie ktokolwiek. Anglik, sluzbista.
Panayis - hmmm... Benicio del Toro?
Louki - maly Grek. Pewnie sa jacys.
No i Harrison Ford jako Komandor Jansen.
Tylko kto dzis nakreci film bez kobiet, a na dodatek, z tylko biala obsada
(bo scenarzysta musialby sie nagimnastykowac, aby wstawic do ekipy udajacej
Grekow ;-) jakiegos Afroamerykanina)?
Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.
[1] Maila zaczalem pisac w swieta... Zreszta byl to dzien macLeanowski -
"Dziala
Navarony", "Tylko dla Orlow" i "Rzeka smierci" (ktorej nb. znow nie
obejrzalem, ale nie zaluje)