MacLean w kinie

MacLean w kinie


Oglądasz wersję archiwalną tematu "MacLean w kinie" z forum pl.hum.x-muza




Wagrowski, Konrad
11 Kwi 2002, 00:25
Tak sobie ogladam katem oka po raz kolejny "Dziala Navarony" na jedynce [1]
i rozmyslam nad losami ekranizacji prozy MacLeana. Jest to temat dla mnie
powazny, bo Maclean byl dla mnie zawsze jednym z najwazniejszych pisarzy
moje mlodosci (jego krolowanie przypada na 6 - 8 klase, ale chyba i pierwsza
LO). :-) Wowczas niewielu moglo z nim konkurowac - jak siegam pamiecia do
tamtego okresu, to tylko Lem i Tolkien (bo z Verne'a, Nienackiego i Wernica
juz wtedy wyroslem). A poniewaz byl to okres wchodzenia rowniez w szerokim
zakresie do polski filmow video, wiec polowanie wraz z kolegami na
ekranizacje Macleana bylo w modzie (aczkolwiek "Dziala Navarony" obejrzalem
w Iluzjonie, a "Tylko dla orlow" w TV).

Podczas lektury ksiazek MacLeana odnosilem wrazenie, ze sa to powiesci
nieslychanie 'filmowe' - wystarczy je przepisac na scenariusz i swietny film
gotowy. Niestety, rzadko ktora z ogladanych ekranizacja usatysfakcjonowala
mnie jako czytelnika Mcleana.

Mialem okazje zobaczyc "Dziala Navarony", "Tylko dla orlow", "Komandosow z
Navarony", "48 godzin" ("When eight bells toll" z Anthony Hopkinsem),
"Przelecz zlamanego serca" (z Charlesem Bronsonem), "Stacja arktyczna zebra"
(z Rockiem Hudsonem), "Zlote Rendezvous" (z Richardem Harrisem), "Sile
strachu" ("The fear is the key" - morderce Royale'a gral tam Ben Kingsley!).
O ile wiem, zekranizowane zostaly tez "Lalka na lancuchu", "Wyspa
niedzwiedzia", "Rzeka smierci", "Tabor do Vaccares", "Szatanski wirus" i
"Ostatnia granica", ale pod innym tytulem ("Secret ways") - i tych nie
mialem okazji obejrzec. I, o ile "Zlote rendezvous", "48 godzin", "Sila
strachu", "Lalka na lancuchu" sa swietnymi ksiazkami sensacyjnymi, to
powstaly z nich zupelnie przecietne filmy sensacyjne. Chyba przez
zaniedbanie - bo na pewno bardziej utalentowani rezyserowie potrafiliby
wykrzesac wiecej z tych opowiesci.

Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla AFAIK pisana od
razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z przyjemnoscia do
dzis.

Od poczatku mialem natomiast mieszane uczucia co do "Dzial Navarony".
Wiadomo, obsada znakomita, Peck to dla mnie urodzony Mallory, do tego Niven,
Quinn i Quayle. Ale - mam wrazenie, ze wszystko to, co zostalo zmienione w
porownaniu do fabuly z ksiazki, nie wyszlo filmowi na dobre. Zamiana
Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory'emu dowodztwa
zespolu, a do tego autentyczne dluzyzny i przerwy w tym, przygodowym
przeciez, filmie. Mozna go ogladac do dzis, ale to juz nie to... Choc i tak
byl o klase lepszy od "Komandosow z Navarony", ktorym zabraklo przede
wszystkim przyzwoitego scenariusza.

Co z powiesci MacLeana mozna by zrealizowac jeszcze? Coz, czasy gdy krecono
filmy w stylu H.M.S. Ullisses" skonczyly sie w latach 60-tych. A szkoda, bo
ja bym to jednak chetnie obejrzal - prawdziwych dramatow wojennych na morzu
wiele w kinie nie bylo. Jakos zawsze sprowadzalo sie to do kina przygodowego
("Konwoj", "San Demetrio", "Bitwa przy River Plate", bylo o "Bismarcku", ale
nie pamietam tytulu - ostatnio na Ale kino!). Oczywiscie, jest "Okret" - ale
chyba z lodzia podwodna jakos latwiej...

Niezle mozna by zrobic "Noc bez brzasku" - kameralny thriller. Dobrze
zagrany i wyrezyserowany moglby byc naprawde emocjonujacy, podobnie jak byla
ksiazka.

Ale ja nie mialbym nic przeciwko remake'owi dzial Navarony, tym razem jako
emocjonujace kino przygodowe. Zaczalem sie nawet zastanawiac nad obsada...

Mallory - hmmm... Peck swietnie do tej roli pasowal... Ale juz wiem -
oczywiscie Russell Crowe! jest nawet Nowozelandczykiem!
Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to powinien byc
niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca (nie musze dodawac
chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.
"Dusty" Miller - oj, nie wiem. Niechlujny amerykanin kolo 40-tki. Rany,
Buscemi mi po glowie chodzi, ale to by byla przesada...
Porucznik Andy Stevens - musi byc przystojniak, zeby bylo go zal, gdy zginie
- Hugh Jackman? ;-) A moze Brad Pitt? Ewan McGregor?
Brown - wlasciwie ktokolwiek. Anglik, sluzbista.
Panayis - hmmm... Benicio del Toro?
Louki - maly Grek. Pewnie sa jacys.

No i Harrison Ford jako Komandor Jansen.

Tylko kto dzis nakreci film bez kobiet, a na dodatek, z tylko biala obsada
(bo scenarzysta musialby sie nagimnastykowac, aby wstawic do ekipy udajacej
Grekow ;-) jakiegos Afroamerykanina)?

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

[1] Maila zaczalem pisac w swieta... Zreszta byl to dzien macLeanowski -
"Dziala
Navarony", "Tylko dla Orlow" i "Rzeka smierci" (ktorej nb. znow nie
obejrzalem, ale nie zaluje)


Konrad Wągrowski
11 Kwi 2002, 00:25
Tak sobie ogladam katem oka po raz kolejny "Dziala Navarony" na jedynce [1]
i rozmyslam nad losami ekranizacji prozy MacLeana. Jest to temat dla mnie
powazny, bo Maclean byl dla mnie zawsze jednym z najwazniejszych pisarzy
moje mlodosci (jego krolowanie przypada na 6 - 8 klase, ale chyba i pierwsza
LO). :-) Wowczas niewielu moglo z nim konkurowac - jak siegam pamiecia do
tamtego okresu, to tylko Lem i Tolkien (bo z Verne'a, Nienackiego i Wernica
juz wtedy wyroslem). A poniewaz byl to okres wchodzenia rowniez w szerokim
zakresie do polski filmow video, wiec polowanie wraz z kolegami na
ekranizacje Macleana bylo w modzie (aczkolwiek "Dziala Navarony" obejrzalem
w Iluzjonie, a "Tylko dla orlow" w TV).

Podczas lektury ksiazek MacLeana odnosilem wrazenie, ze sa to powiesci
nieslychanie 'filmowe' - wystarczy je przepisac na scenariusz i swietny film
gotowy. Niestety, rzadko ktora z ogladanych ekranizacja usatysfakcjonowala
mnie jako czytelnika Mcleana.

Mialem okazje zobaczyc "Dziala Navarony", "Tylko dla orlow", "Komandosow z
Navarony", "48 godzin" ("When eight bells toll" z Anthony Hopkinsem),
"Przelecz zlamanego serca" (z Charlesem Bronsonem), "Stacja arktyczna zebra"
(z Rockiem Hudsonem), "Zlote Rendezvous" (z Richardem Harrisem), "Sile
strachu" ("The fear is the key" - morderce Royale'a gral tam Ben Kingsley!).
O ile wiem, zekranizowane zostaly tez "Lalka na lancuchu", "Wyspa
niedzwiedzia", "Rzeka smierci", "Tabor do Vaccares", "Szatanski wirus" i
"Ostatnia granica", ale pod innym tytulem ("Secret ways") - i tych nie
mialem okazji obejrzec. I, o ile "Zlote rendezvous", "48 godzin", "Sila
strachu", "Lalka na lancuchu" sa swietnymi ksiazkami sensacyjnymi, to
powstaly z nich zupelnie przecietne filmy sensacyjne. Chyba przez
zaniedbanie - bo na pewno bardziej utalentowani rezyserowie potrafiliby
wykrzesac wiecej z tych opowiesci.

Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla AFAIK pisana od
razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z przyjemnoscia do
dzis.

Od poczatku mialem natomiast mieszane uczucia co do "Dzial Navarony".
Wiadomo, obsada znakomita, Peck to dla mnie urodzony Mallory, do tego Niven,
Quinn i Quayle. Ale - mam wrazenie, ze wszystko to, co zostalo zmienione w
porownaniu do fabuly z ksiazki, nie wyszlo filmowi na dobre. Zamiana
Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory'emu dowodztwa
zespolu, a do tego autentyczne dluzyzny i przerwy w tym, przygodowym
przeciez, filmie. Mozna go ogladac do dzis, ale to juz nie to... Choc i tak
byl o klase lepszy od "Komandosow z Navarony", ktorym zabraklo przede
wszystkim przyzwoitego scenariusza.

Co z powiesci MacLeana mozna by zrealizowac jeszcze? Coz, czasy gdy krecono
filmy w stylu H.M.S. Ullisses" skonczyly sie w latach 60-tych. A szkoda, bo
ja bym to jednak chetnie obejrzal - prawdziwych dramatow wojennych na morzu
wiele w kinie nie bylo. Jakos zawsze sprowadzalo sie to do kina przygodowego
("Konwoj", "San Demetrio", "Bitwa przy River Plate", bylo o "Bismarcku", ale
nie pamietam tytulu - ostatnio na Ale kino!). Oczywiscie, jest "Okret" - ale
chyba z lodzia podwodna jakos latwiej...

Niezle mozna by zrobic "Noc bez brzasku" - kameralny thriller. Dobrze
zagrany i wyrezyserowany moglby byc naprawde emocjonujacy, podobnie jak byla
ksiazka.

Ale ja nie mialbym nic przeciwko remake'owi dzial Navarony, tym razem jako
emocjonujace kino przygodowe. Zaczalem sie nawet zastanawiac nad obsada...

Mallory - hmmm... Peck swietnie do tej roli pasowal... Ale juz wiem -
oczywiscie Russell Crowe! jest nawet Nowozelandczykiem!
Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to powinien byc
niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca (nie musze dodawac
chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.
"Dusty" Miller - oj, nie wiem. Niechlujny amerykanin kolo 40-tki. Rany,
Buscemi mi po glowie chodzi, ale to by byla przesada...
Porucznik Andy Stevens - musi byc przystojniak, zeby bylo go zal, gdy zginie
- Hugh Jackman? ;-) A moze Brad Pitt? Ewan McGregor?
Brown - wlasciwie ktokolwiek. Anglik, sluzbista.
Panayis - hmmm... Benicio del Toro?
Louki - maly Grek. Pewnie sa jacys.

No i Harrison Ford jako Komandor Jansen.

Tylko kto dzis nakreci film bez kobiet, a na dodatek, z tylko biala obsada
(bo scenarzysta musialby sie nagimnastykowac, aby wstawic do ekipy udajacej
Grekow ;-) jakiegos Afroamerykanina)?

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

[1] Maila zaczalem pisac w swieta... Zreszta byl to dzien macLeanowski -
"Dziala
Navarony", "Tylko dla Orlow" i "Rzeka smierci" (ktorej nb. znow nie
obejrzalem, ale nie zaluje)

Jan Rudziński
11 Kwi 2002, 01:29
Cześć wszystkim

[...]
mialem okazji obejrzec. I, o ile "Zlote rendezvous", "48 godzin", "Sila
strachu", "Lalka na lancuchu" sa swietnymi ksiazkami sensacyjnymi, to
powstaly z nich zupelnie przecietne filmy sensacyjne. Chyba przez
zaniedbanie - bo na pewno bardziej utalentowani rezyserowie potrafiliby
wykrzesac wiecej z tych opowiesci.

Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla AFAIK pisana od
razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z przyjemnoscia do
dzis.



 A co sądzisz o ekranizacji "Stacji arktycznej..."?

[...]
Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to powinien byc
niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca (nie musze dodawac
chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.



 Ile kilogramów (opps... funtów) żywej wagi będzie wsakzane?

[...]

--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.hum.x-muza



--
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

Zbigniew Toroński
11 Kwi 2002, 02:40

Witam!
Maclean to byl swego czasu kultowy pisarz wielu mlodych ludzi. W tym i moj.
Ciekawe czy teraz ktos go jeszcze czyta?

Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla AFAIK pisana od
razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z przyjemnoscia do
dzis.



Tez bardzo lubie ten film. Bardzo sprawnie zrealizowany, z ze swietnym duetem
Burton-Eastwood, akcja rozwija sie szybko i trzyma w napieciu, pomimo uplywu lat
nie zestarzal sie zbytnio, a nawet co ciekawe obecnie moze uchodzic za obraz
niemal
realistyczny, efekty specjalne zaskakujaco dobre, praktycznie same plusy - a
jednak
wole "Dziala Nawarony". Tamta ksiazka i film to cos wiecej niz tylko sensacja.

Od poczatku mialem natomiast mieszane uczucia co do "Dzial Navarony".
Wiadomo, obsada znakomita, Peck to dla mnie urodzony Mallory, do tego Niven,
Quinn i Quayle.



Obsada rzeczywscie wymarzona. Ale IMO to wlasnie udzial gwiazd bardzo zaburza
odbior tego filmu. Nawe dla mnie Peck to Peck (nie mowiac juz o mojej mamie! -
"O, Gregory Peck!"  ;-))) ), Quinn to Quinn, a Niven to Niven.

Ale - mam wrazenie, ze wszystko to, co zostalo zmienione w

porownaniu do fabuly z ksiazki, nie wyszlo filmowi na dobre. Zamiana
Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory'emu dowodztwa
zespolu, a do tego autentyczne dluzyzny i przerwy w tym, przygodowym
przeciez, filmie.



Obydwie wymienione przez Ciebie zmiany w scenariuszu uwazam za dobre,
a scena kiedy Peck z Nivenem dyskutuja o potrzebie zastrzelenie kobiety-
wtyczki gestapo, wciaz porusza. Film stara sie pokazac autentyczne rozterki
dywersantow i ze zabijanie to zabijanie (np. Peck likwidujący straznikow
fortecy),  a nie jedzenie bulek z masłem. Wprawdzie srodki wyrazu sa juz
bardzo archaiczne jak na nasze czasy, to jednak wedlug dodaja filmowi
specyficznego uroku. Lubie taki ramoty. ;-)))

 Mozna go ogladac do dzis, ale to juz nie to... Choc i tak
byl o klase lepszy od "Komandosow z Navarony", ktorym zabraklo przede
wszystkim przyzwoitego scenariusza.



O reszcze filmow wlasciwie nie ma sensu wspominac. Ale sadzac po ksiazkach
jest zastanawiajace, ze nie maja powodzenia wsrod dobrych rezyserow.

Ale ja nie mialbym nic przeciwko remake'owi dzial Navarony, tym razem jako
emocjonujace kino przygodowe. Zaczalem sie nawet zastanawiac nad obsada...



Zartujesz chyba. Juz widze te komputerowe animacja, zaslaniajace i zagluszajce
wszystko efekty specjalne, tryumfalny rajd dzielnych i nieustraszonych
komandosow.
Osobiscie wolałbym tego nie ogladac.

Pozdrawiam,
 --


Quefear
11 Kwi 2002, 04:09

Mallory - hmmm... Peck swietnie do tej roli pasowal... Ale juz wiem -
oczywiscie Russell Crowe! jest nawet Nowozelandczykiem!
Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to powinien byc
niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca (nie musze dodawac
chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.



Russel pasowałby do każdej w zasadzie roli:)))
ale żeby już nienie zmieniać twoich typów to Andreę mógłby zagrać Chris Penn
(od biedy może Gandolfini)

Tylko kto dzis nakreci film bez kobiet, a na dodatek, z tylko biala obsada
(bo scenarzysta musialby sie nagimnastykowac, aby wstawic do ekipy
udajacej
Grekow ;-) jakiegos Afroamerykanina)?



Afroamerykanie mogą być kadrą zwierzchnią:)) tak jak w sensacach szefowie
policji
mało to realistyczne, ale nie tak nieprawdopodobne rzeczy już oglądaliśmy.

pozdrawiam

Quef

Wagrowski, Konrad
11 Kwi 2002, 06:15

-----Original Message-----

Sent: Thursday, April 11, 2002 7:27 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

| Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
| prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
| sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko,
przejrzyscie,
| zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc
Eastwooda dodaja
| opowiesci uroku. Zreszta, ta akurat ksiazka McLeana byla
AFAIK pisana od
| razu z mysla o filmie. I to wyszlo niezle. Mozna ogladac z
przyjemnoscia do
| dzis.

 A co sądzisz o ekranizacji "Stacji arktycznej..."?



Bez zachwytow. Da sie ogladac, choc z ksiazka nie ma zbyt wiele wspolnego.
Po latach draznia te kartonowe dekoracje symulujace arktyczne lody.

[...]
| Andrea - tu jest naprawde problem. Na pierwszy rzut oka to
powinien byc
| niewinny grubas, a w rzeczywistosci bezwzgledny zabojca
(nie musze dodawac
| chyba, ze Quinn nie pasowal to tego opisu) - nie mam pojecia.

 Ile kilogramów (opps... funtów) żywej wagi będzie wsakzane?



Mysle, ze 100 kg, to taka dolna granica.

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

monkberti
11 Kwi 2002, 07:10
Konrad Wągrowski:
[...]

Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko, przejrzyscie,
zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc Eastwooda dodaja
opowiesci uroku.



    Dla mnie zabrakło trochę 'beztroskiego' humoru Shaffera książkowego. Z
drugiej strony Eastwood stworzył postać ultymatywnego anioła zagłady - silny,
zdecydowany, szybki a do tego strasznie podobał się paniom :).
    Z tym, że mi od początku filmu trudno uwierzyć, że Burton może być Zły - w  
książkowej wersji transformacje Smitha w Schmidta (i te piękne teksty o
koneksjach rodzinnych ;)) zawsze znacznie bardziej mnie przekonyały. To zresztą
zahacza o pytanie Janka Rudzińskiego na temat emocjonalnej identyfikacji z
postacią - Burton (przynajmniej w tym filmie ;) ) nie był w stanie zniechęcić
mnie do swojej postaci (oczywiście abstrahując od trudno abstrahowalnej
wcześniejszej znajomości fabuły książki :D ).

Tylko kto dzis nakreci film bez kobiet, a na dodatek, z tylko biala obsada
(bo scenarzysta musialby sie nagimnastykowac, aby wstawic do ekipy udajacej
Grekow ;-) jakiegos Afroamerykanina)?



   Ridley Scott ? ;P (dla emocjonalnie niekumatych - to żart a nie zachęta do
przeniesienia walk ulicznych na nowy wątek)

Monkbert

Michal Jankowski
11 Kwi 2002, 07:47

 A co sądzisz o ekranizacji "Stacji arktycznej..."?



Malo jest filmow, w ktorych az tak razilaby sztucznosc dekoracji. Te
styropianowe gory lodowe, Lojezu...

  MJ

Wagrowski, Konrad
11 Kwi 2002, 08:00

-----Original Message-----

Sent: Thursday, April 11, 2002 1:09 PM

Subject: Re: MacLean w kinie

Konrad Wągrowski:
[...]
| Najlepsza ekranizacja jest dla mnie "Tylko dla orlow". To najmniej
| prawdopodobna z ksiazek Mcleana, ale w filmie to sie calkiem niezle
| sprawdza. Nie ma momentow nudy, akcja toczy sie wartko,
przejrzyscie,
| zaskakujaco, a na dodatek dystans Burtona i zacietosc
Eastwooda dodaja
| opowiesci uroku.

    Dla mnie zabrakło trochę 'beztroskiego' humoru Shaffera
książkowego. Z
drugiej strony Eastwood stworzył postać ultymatywnego anioła
zagłady - silny,
zdecydowany, szybki a do tego strasznie podobał się paniom :).



Racja. Schaeffer filmowy byl calkowicie pozbawiony poczucia humoru i
dystansu Schaeffera ksiazkowego. Ale moze to bardziej pasowalo do owczesnego
Eastwooda. Zreszta Clint tak ladnie sie prezentowal w niemieckim mundurze...
;-) (blagam, niech to nie zdryfuje na wystawe 'Nazisci'... ;)

    Z tym, że mi od początku filmu trudno uwierzyć, że Burton
może być Zły - w  
książkowej wersji transformacje Smitha w Schmidta (i te
piękne teksty o
koneksjach rodzinnych ;)) zawsze znacznie bardziej mnie
przekonyały. To zresztą
zahacza o pytanie Janka Rudzińskiego na temat emocjonalnej
identyfikacji z
postacią - Burton (przynajmniej w tym filmie ;) ) nie był w
stanie zniechęcić
mnie do swojej postaci (oczywiście abstrahując od trudno
abstrahowalnej
wcześniejszej znajomości fabuły książki :D ).



Mi tez w ksiazce bylo trudno uwierzyc, ze Smith byl niemieckim szpiegiem.
Ale to, ze Carraciola, Thomas i Christiansen byli, to tez jednak
niespodzianka. ;-)

Monkbert



Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

Jan Rudziński
11 Kwi 2002, 08:34
Cześć wszystkim

|  A co sądzisz o ekranizacji "Stacji arktycznej..."?

Malo jest filmow, w ktorych az tak razilaby sztucznosc dekoracji. Te
styropianowe gory lodowe, Lojezu...



 W telewizorze nie bylo wcale tak widać. Albo może patrzyłem nieuważnie
względnie mam słaby wzrok...

  MJ



--
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

monkberti
11 Kwi 2002, 09:15
Konrad Wągrowski:
[...]

Racja. Schaeffer filmowy byl calkowicie pozbawiony poczucia humoru i
dystansu Schaeffera ksiazkowego. Ale moze to bardziej pasowalo do owczesnego
Eastwooda.



    Gdzieś (AFAIR na jakiejś stronie poświęconej Flintowi ;) ) czytałem,
że "Where Eagles Dare" ma nawjyższy 'bodycount' w całej jego filmografii.
Biorąc pod uwagę tematykę większości filmów Flinta, to jest to wyczyn :).

Zreszta Clint tak ladnie sie prezentowal w niemieckim mundurze...
;-) (blagam, niech to nie zdryfuje na wystawe 'Nazisci'... ;)



   Przeca to piękny temat filmowy! Ale chyba rzeczywiście poczekam z
rozpoczęciem dyskusji na wystawę "Kloszardzi" :).

Monkbert

Michal Jankowski
11 Kwi 2002, 10:16

Cześć wszystkim

|  A co sądzisz o ekranizacji "Stacji arktycznej..."?

| Malo jest filmow, w ktorych az tak razilaby sztucznosc dekoracji. Te
| styropianowe gory lodowe, Lojezu...

 W telewizorze nie bylo wcale tak widać. Albo może patrzyłem nieuważnie
względnie mam słaby wzrok...



Ja ten film znam wylacznie z niezliczonych powtorek na TNT/TCM. Widac
bylo potwornie...

  MJ

Wagrowski, Konrad
11 Kwi 2002, 10:35

-----Original Message-----

Sent: Thursday, April 11, 2002 8:38 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

Witam!
Maclean to byl swego czasu kultowy pisarz wielu mlodych
ludzi. W tym i moj.
Ciekawe czy teraz ktos go jeszcze czyta?



Boje sie, ze nie. Chyba, ze tacy weterani jak my. :-)

Ale - mam wrazenie, ze wszystko to, co zostalo zmienione w
| porownaniu do fabuly z ksiazki, nie wyszlo filmowi na dobre. Zamiana
| Loukiego i Panayisa na dwie kobiety, odebranie Mallory'emu dowodztwa
| zespolu, a do tego autentyczne dluzyzny i przerwy w tym, przygodowym
| przeciez, filmie.

Obydwie wymienione przez Ciebie zmiany w scenariuszu uwazam za dobre,
a scena kiedy Peck z Nivenem dyskutuja o potrzebie
zastrzelenie kobiety-
wtyczki gestapo, wciaz porusza. Film stara sie pokazac
autentyczne rozterki
dywersantow i ze zabijanie to zabijanie (np. Peck likwidujący
straznikow
fortecy),  a nie jedzenie bulek z masłem. Wprawdzie srodki
wyrazu sa juz
bardzo archaiczne jak na nasze czasy, to jednak wedlug dodaja filmowi
specyficznego uroku. Lubie taki ramoty. ;-)))



Hmmm... A ja uwazam, ze to zawodowcy, wypelniaja cholernie wazna misje i
powinni miec tych rozterek mniej. Bardzo dobrze jest to rozegrane w ksiazce
- tu postacie maja, owszem, rozrterki, ale zwykle nie wychodza one poza ich
mysli (Andy Stevens na kutrze, Andrea w walce na Kostos, Malory
niejednokrotnie). Wyjatkiem jest reakcja Millera przy walce w wawozie, ale w
pelni uzasadniona szokiem walki. A w filmie kazdy w kolko przezywa rozterki!
Miller nie chce zabijac, Brown juz nie chce zabijac, Papadimos chce zabijac,
Mallory sie waha co zrobic z dowodca, Miller ma za zle Mallory'emu, ze ten
wykorzystal dowodce etc. etc. Czy tak postepuja elitarna grupa komandosow?

I dlatego duze wieksze wrazenie od egzekucji Anny robi na mnie ksiazkowa
scena gdy Miller z zimna krwia strzela w serce Panayisa i wychodzi z
pomieszczenia, zanim cialo upadnie na podloge. ;-)

|  Mozna go ogladac do dzis, ale to juz nie to... Choc i tak
| byl o klase lepszy od "Komandosow z Navarony", ktorym
zabraklo przede
| wszystkim przyzwoitego scenariusza.

O reszcze filmow wlasciwie nie ma sensu wspominac. Ale sadzac
po ksiazkach
jest zastanawiajace, ze nie maja powodzenia wsrod dobrych rezyserow.



No wlasnie...

| Ale ja nie mialbym nic przeciwko remake'owi dzial Navarony,
tym razem jako
| emocjonujace kino przygodowe. Zaczalem sie nawet
zastanawiac nad obsada...

Zartujesz chyba. Juz widze te komputerowe animacja,
zaslaniajace i zagluszajce
wszystko efekty specjalne, tryumfalny rajd dzielnych i nieustraszonych
komandosow.
Osobiscie wolałbym tego nie ogladac.



Bez przesady. Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem takich stwierdzen - zbyt
czesto ogladam nowe dobre i bardzo dobre filmy, aby miec az tak negatywne
zdanie o wspolczesnej kinematografii (poza sf, ale i tu niedlugo odbije,
zobaczycie). Wszystko zalezy od tego, KTO by sie wzial za taka ekranizacje.
A zapewniam Cie, ze z pamieci wymienie cala liste rezyserow, ktorzy
potrafiliby zrobic dobra ekranizacje "Dzial Navarony".

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

Zbigniew Toroński
12 Kwi 2002, 02:41

Boje sie, ze nie. Chyba, ze tacy weterani jak my. :-)



Dokad ten swiat zmierza jak juz nawet po Macleana nikt nie siega.

Hmmm... A ja uwazam, ze to zawodowcy, wypelniaja cholernie wazna misje i
powinni miec tych rozterek mniej.



Zawodowcy?  Toz to raczej luzna zbieraniana fachowcow od konkretnych
zadań. Alpinista, profesor chemii, nożownik - chyba jedynie Andrea to prawdziwy
żołnierz w dodatku z praktyką w partyzantce. Nie tworza zgranego zespolu,
zebrano ich ad hoc, dopiero sie poznaja, niezbyt sobie ufaja bo nie wiedza na
co ktorego z nich stac.

 Bardzo dobrze jest to rozegrane w ksiazce
- tu postacie maja, owszem, rozrterki, ale zwykle nie wychodza one poza ich
mysli (Andy Stevens na kutrze, Andrea w walce na Kostos, Malory
niejednokrotnie). Wyjatkiem jest reakcja Millera przy walce w wawozie, ale w
pelni uzasadniona szokiem walki. A w filmie kazdy w kolko przezywa rozterki!
Miller nie chce zabijac, Brown juz nie chce zabijac, Papadimos chce zabijac,
Mallory sie waha co zrobic z dowodca, Miller ma za zle Mallory'emu, ze ten
wykorzystal dowodce etc. etc. Czy tak postepuja elitarna grupa komandosow?



Miller nie umie plywac, a ktos inny - nie pamietam
ma lek wysokosci, ksiazkowego Stevensa paralizuje zas strach.
To ma byc elitarna grupa komandosow?

I dlatego duze wieksze wrazenie od egzekucji Anny robi na mnie ksiazkowa
scena gdy Miller z zimna krwia strzela w serce Panayisa i wychodzi z
pomieszczenia, zanim cialo upadnie na podloge. ;-)



Hehehe.  Kilkanascie lat temu czytajac  "Dziala" pierwszy raz przezylem szok
- Panayis zdrajca?! Niemozliwe! ;-)))

Bez przesady. Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem takich stwierdzen - zbyt
czesto ogladam nowe dobre i bardzo dobre filmy, aby miec az tak negatywne
zdanie o wspolczesnej kinematografii (poza sf, ale i tu niedlugo odbije,
zobaczycie).



Jest duzo dobrych i bardzo dobrych filmow ale to na ogol nie te
wysokobudzetowe. A niskobudzetowe DN sa nie do wyobrazenia.
Podobnie jak niepoprawny politycznie blockbuster.

Wszystko zalezy od tego, KTO by sie wzial za taka ekranizacje.

A zapewniam Cie, ze z pamieci wymienie cala liste rezyserow, ktorzy
potrafiliby zrobic dobra ekranizacje "Dzial Navarony".



Zalezy kto czego oczekuje. Ekranizacja DN, o ktorej bym marzyl to
taka, ktora kładzie nacisk na psychologiczne rozterki i stres towarzyszacy
dzialaniom sabotazystow, z realistycznymi efektami specjalnymi i
scenografia (a nie tymi fatalnymi amerykanskimi ciezarowkami i czolgami
z lat 60tych). Zmienilbym te koncowke na bardziej tragiczna - wszyscy
gina, albo nie udaje im sie wykonac zadania, albo je wykonali ale okazalo
sie ze cala misja była niepotrzebna - cos co wyruzniloby ten film z zalewu
tryumfalistycznych bohaterskich obrazow przygodowych i pozwoliloby
go zapamietac na dluzej.

amd
17 Kwi 2002, 04:17

| Hmmm... A ja uwazam, ze to zawodowcy, wypelniaja cholernie wazna misje i
| powinni miec tych rozterek mniej.

Zawodowcy?  Toz to raczej luzna zbieraniana fachowcow od konkretnych
zadań. Alpinista, profesor chemii, nożownik - chyba jedynie Andrea to prawdziwy
żołnierz w dodatku z praktyką w partyzantce. Nie tworza zgranego zespolu,
zebrano ich ad hoc, dopiero sie poznaja, niezbyt sobie ufaja bo nie wiedza na
co ktorego z nich stac.



a propos: nie moge znalezc informacji, moze ktos wie: czy Mallory wszedl na
MtEverest w koncu czy nie ? Czy dalej nie wiadomo ? (byl znaleziony kilkaset metrow
pod szczytem).(Mallory byl pierwowzorem Mallory'ego z Dzial :-) )
A kto jest profesorem chemii ? Jeden jest saperem, drugi radiotelegrafista i
mechanikiem, trzeci alpinista i partyzantem (byl na Krecie), czwarty zna jezyk,
bywal w Grecji (czytajac mam wrazenie ze MacLean troche pomylil staro i nowogrecki
w scenie z zatopieniem kutra) i tez jest alpinista. Piaty jest Grekiem i
zolnierzem. W miare normalny sklad "MacLeanowski" :-)

|  Bardzo dobrze jest to rozegrane w ksiazce
| - tu postacie maja, owszem, rozrterki, ale zwykle nie wychodza one poza ich
| mysli (Andy Stevens na kutrze, Andrea w walce na Kostos, Malory
| niejednokrotnie). Wyjatkiem jest reakcja Millera przy walce w wawozie, ale w
| pelni uzasadniona szokiem walki. A w filmie kazdy w kolko przezywa rozterki!
| Miller nie chce zabijac, Brown juz nie chce zabijac, Papadimos chce zabijac,
| Mallory sie waha co zrobic z dowodca, Miller ma za zle Mallory'emu, ze ten
| wykorzystal dowodce etc. etc. Czy tak postepuja elitarna grupa komandosow?

Miller nie umie plywac, a ktos inny - nie pamietam
ma lek wysokosci, ksiazkowego Stevensa paralizuje zas strach.
To ma byc elitarna grupa komandosow?



Za duzo Ci zarzutow nie wyszlo :-) Ale co jest bardziej "nierealne": komandos ktory
sie boi czy komandos majacy duchowe rozterki ? W koncu to jest maszyna do zabijania
- jak Eastwood w "Where Eagles Dare".

Zalezy kto czego oczekuje. Ekranizacja DN, o ktorej bym marzyl to
taka, ktora kładzie nacisk na psychologiczne rozterki i stres towarzyszacy
dzialaniom sabotazystow, z realistycznymi efektami specjalnymi i
scenografia (a nie tymi fatalnymi amerykanskimi ciezarowkami i czolgami
z lat 60tych). Zmienilbym te koncowke na bardziej tragiczna - wszyscy
gina, albo nie udaje im sie wykonac zadania, albo je wykonali ale okazalo
sie ze cala misja była niepotrzebna - cos co wyruzniloby ten film z zalewu
tryumfalistycznych bohaterskich obrazow przygodowych i pozwoliloby
go zapamietac na dluzej.



W sumie opisales "Saving Private Ryan" :-)
amd

Wagrowski, Konrad
17 Kwi 2002, 04:40

-----Original Message-----

Sent: Wednesday, April 17, 2002 10:17 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

| Zawodowcy?  Toz to raczej luzna zbieraniana fachowcow od konkretnych
| zadań. Alpinista, profesor chemii, nożownik - chyba jedynie
Andrea to prawdziwy
| żołnierz w dodatku z praktyką w partyzantce. Nie tworza
zgranego zespolu,
| zebrano ich ad hoc, dopiero sie poznaja, niezbyt sobie
ufaja bo nie wiedza na
| co ktorego z nich stac.

a propos: nie moge znalezc informacji, moze ktos wie: czy
Mallory wszedl na
MtEverest w koncu czy nie ? Czy dalej nie wiadomo ? (byl
znaleziony kilkaset metrow
pod szczytem).(Mallory byl pierwowzorem Mallory'ego z Dzial :-) )



Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory. No i zginal przed
wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza sie Hillary'ego
i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec jak wysoko
zaszedl Mallory.

A kto jest profesorem chemii ? Jeden jest saperem, drugi



Miller, ale tylko w filmie.

radiotelegrafista i
mechanikiem, trzeci alpinista i partyzantem (byl na Krecie),
czwarty zna jezyk,
bywal w Grecji (czytajac mam wrazenie ze MacLean troche
pomylil staro i nowogrecki
w scenie z zatopieniem kutra) i tez jest alpinista. Piaty
jest Grekiem i
zolnierzem. W miare normalny sklad "MacLeanowski" :-)



Aha - grupa przygotowana przez Jensena z rozmyslem i zebrana z calego
obszaru wschodniego Morza Srodziemnego. Teza o jej przypadkowosci nie da sie
obronic. :-)

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

amd
17 Kwi 2002, 04:56

| a propos: nie moge znalezc informacji, moze ktos wie: czy
| Mallory wszedl na
| MtEverest w koncu czy nie ? Czy dalej nie wiadomo ? (byl
| znaleziony kilkaset metrow
| pod szczytem).(Mallory byl pierwowzorem Mallory'ego z Dzial :-) )

Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory. No i zginal przed
wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza sie Hillary'ego
i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec jak wysoko
zaszedl Mallory.



Zaraz .... z tego co ja wiem to Mallory wlasnie byl nowozelandczykiem ...
wchodzil w 1928. Nie wrocil. W zeszlym wieku :-) np, pare lat temu (nie pamietam
dokladnie w ktorym) znaleziono jego cialo. Szukano aparatu fotograficznego -
wiedziano ze posiadal. I tu sie moje informacje urywaja ... nie wiem co dalej
:-(

| A kto jest profesorem chemii ? Jeden jest saperem, drugi

Miller, ale tylko w filmie.



aaaa tak jasne.

| radiotelegrafista i
| mechanikiem, trzeci alpinista i partyzantem (byl na Krecie),
| czwarty zna jezyk,
| bywal w Grecji (czytajac mam wrazenie ze MacLean troche
| pomylil staro i nowogrecki
| w scenie z zatopieniem kutra) i tez jest alpinista. Piaty
| jest Grekiem i
| zolnierzem. W miare normalny sklad "MacLeanowski" :-)

Aha - grupa przygotowana przez Jensena z rozmyslem i zebrana z calego
obszaru wschodniego Morza Srodziemnego. Teza o jej przypadkowosci nie da sie
obronic. :-)



Tak, poczatek zbierania przed pierwszym nalotem.
A swoja droga zawsze sie zastanawialem czy zamiast komandosow nie bylby lepszy
jeden pancernik ... albo np. 10-o tonowa bomba. Ale to taka specyficzna
MacLeonowska kondtrukcja fabuly. Jak z tymi uroczymi filmami z lat 60-ych. Nie
zastanawiac sie tylko podziwiac. I przy okazji: nawet niezly jest ten remake
Randalla i ducha Hopkirka. Chociaz Randall jest za ciapowaty (ale podobno nie
tak brzydki). No i niedoszly malzonek ten Hopkirk :-} ciekawy pomysl.
amd

Wagrowski, Konrad
17 Kwi 2002, 05:00

-----Original Message-----

Sent: Friday, April 12, 2002 8:37 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

| Hmmm... A ja uwazam, ze to zawodowcy, wypelniaja cholernie
wazna misje i
| powinni miec tych rozterek mniej.

Zawodowcy?  Toz to raczej luzna zbieraniana fachowcow od konkretnych
zadań. Alpinista, profesor chemii, nożownik - chyba jedynie
Andrea to prawdziwy
żołnierz w dodatku z praktyką w partyzantce. Nie tworza
zgranego zespolu,
zebrano ich ad hoc, dopiero sie poznaja, niezbyt sobie ufaja
bo nie wiedza na
co ktorego z nich stac.




Jensen - kazdy z nich ma doswiadczenie i okreslone zadanie do wykonania.
Trudno nie uwazac za prawdziwych zolnierzy Mallory'ego, Browna czy Stevensa
- swoj staz juz maja. A Miller w ksiazce nie jest profesorem, tylko
zolnierzem po niezlych przejsciach (walka w Grecji, ewakuacja, ewakuacja z
Krety).

|  Bardzo dobrze jest to rozegrane w ksiazce
| - tu postacie maja, owszem, rozrterki, ale zwykle nie
wychodza one poza ich
| mysli (Andy Stevens na kutrze, Andrea w walce na Kostos, Malory
| niejednokrotnie). Wyjatkiem jest reakcja Millera przy walce
w wawozie, ale w
| pelni uzasadniona szokiem walki. A w filmie kazdy w kolko
przezywa rozterki!
| Miller nie chce zabijac, Brown juz nie chce zabijac,
Papadimos chce zabijac,
| Mallory sie waha co zrobic z dowodca, Miller ma za zle
Mallory'emu, ze ten
| wykorzystal dowodce etc. etc. Czy tak postepuja elitarna
grupa komandosow?

Miller nie umie plywac, a ktos inny - nie pamietam
ma lek wysokosci, ksiazkowego Stevensa paralizuje zas strach.
To ma byc elitarna grupa komandosow?



Tez Miller ma lek wysokosci. Ale od tego Mallory, Andrea i Stevens, aby cala
grupe wprowadzic poludniowym zboczem na szczyt. Stevensa strach nie
paralizuje - bo swe zadanie (doprowadzenie kutra) wykonuje i radzi sobie w
starciu z niemieckim scigaczem. Ale boi sie - zdarza sie. Andrea tez sie
boi. Natomiast w filmie Miller ma ciagle rozterki, nie mowiac juz o Brownie,
ktoremu przypomina sie w czasie misji, ze juz nie chce zabijac.

| I dlatego duze wieksze wrazenie od egzekucji Anny robi na
mnie ksiazkowa
| scena gdy Miller z zimna krwia strzela w serce Panayisa i wychodzi z
| pomieszczenia, zanim cialo upadnie na podloge. ;-)

Hehehe.  Kilkanascie lat temu czytajac  "Dziala" pierwszy raz
przezylem szok
- Panayis zdrajca?! Niemozliwe! ;-)))



To bylo naprawde swietnie rozegrane... Uwielbiam czytac ta przemowe
oskarzycielska Millera.

| Bez przesady. Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem takich
stwierdzen - zbyt
| czesto ogladam nowe dobre i bardzo dobre filmy, aby miec az
tak negatywne
| zdanie o wspolczesnej kinematografii (poza sf, ale i tu
niedlugo odbije,
| zobaczycie).

Jest duzo dobrych i bardzo dobrych filmow ale to na ogol nie te
wysokobudzetowe. A niskobudzetowe DN sa nie do wyobrazenia.
Podobnie jak niepoprawny politycznie blockbuster.



E tam. :-) Tzn, powtorze swoja teze - nie ma znaczenia tez budzet, ma
znaczenie kto sie za to bierze. Oczywiscie, ze Emmerich by nie nakecil
dobrych "Dzial Navarony", ale juz wersji Soderberga czy Spielberga bylbym
ciekaw.

Wszystko zalezy od tego, KTO by sie wzial za taka ekranizacje.
| A zapewniam Cie, ze z pamieci wymienie cala liste rezyserow, ktorzy
| potrafiliby zrobic dobra ekranizacje "Dzial Navarony".

Zalezy kto czego oczekuje. Ekranizacja DN, o ktorej bym marzyl to
taka, ktora kładzie nacisk na psychologiczne rozterki i stres
towarzyszacy
dzialaniom sabotazystow, z realistycznymi efektami specjalnymi i
scenografia (a nie tymi fatalnymi amerykanskimi ciezarowkami
i czolgami
z lat 60tych). Zmienilbym te koncowke na bardziej tragiczna - wszyscy
gina, albo nie udaje im sie wykonac zadania, albo je wykonali
ale okazalo
sie ze cala misja była niepotrzebna - cos co wyruzniloby ten
film z zalewu
tryumfalistycznych bohaterskich obrazow przygodowych i pozwoliloby
go zapamietac na dluzej.



Ale to juz nie bylyby "Dziala Navarony" z taka koncowka...

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 05:02

Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory. No i zginal przed
wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza sie Hillary'ego
i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec jak wysoko
zaszedl Mallory.



Istnieje minimalna szansa odnalezienia aprartu fotograficznego Mallory'ego,
ktorego
zawartosc moglaby potwierdzic zdobycie szczytu. Jednak biorac pod uwage
wyposazenie z lat 20tych, ktorym dysponowal Mallory, fachowcy od himalaizmu
sklaniaja sie ku tezie, ze nie udalo mu sie zdobyc Mount Everestu.

Aha - grupa przygotowana przez Jensena z rozmyslem i zebrana z calego
obszaru wschodniego Morza Srodziemnego. Teza o jej przypadkowosci nie da sie
obronic. :-)



IMO da sie. Przed akcja nie znali sie nawzajem wiec zgranego
zespolu nie stanowili.

Wagrowski, Konrad
17 Kwi 2002, 05:10

-----Original Message-----

Sent: Wednesday, April 17, 2002 10:56 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

| a propos: nie moge znalezc informacji, moze ktos wie: czy
| Mallory wszedl na
| MtEverest w koncu czy nie ? Czy dalej nie wiadomo ? (byl
| znaleziony kilkaset metrow
| pod szczytem).(Mallory byl pierwowzorem Mallory'ego z Dzial :-) )

| Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory.
No i zginal przed
| wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza
sie Hillary'ego
| i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec
jak wysoko
| zaszedl Mallory.

Zaraz .... z tego co ja wiem to Mallory wlasnie byl
nowozelandczykiem ...
wchodzil w 1928. Nie wrocil. W zeszlym wieku :-) np, pare lat
temu (nie pamietam
dokladnie w ktorym) znaleziono jego cialo. Szukano aparatu
fotograficznego -
wiedziano ze posiadal. I tu sie moje informacje urywaja ...
nie wiem co dalej
:-(



Wbrew pozorom byl Anglikiem:

Mallory, George Herbert Leigh    
1886-1924, English mountain climber. After some spectacular ascents in the
Alps, he participated in the Everest expeditions of 1921, 1922, and 1924.
The 1924 expedition culminated in a bold and possibly successful drive
toward the summit by Mallory and Andrew Irvine, from which they did not
return; Mallory's body was discovered on Everest in 1999. Mallory's
intelligence, resolution, and superb leadership, together with the mystery
surrounding his final effort, have made his name legendary among
mountaineers. His name also appears as George Herbert Leigh-Mallory.

Tak, poczatek zbierania przed pierwszym nalotem.
A swoja droga zawsze sie zastanawialem czy zamiast komandosow
nie bylby lepszy
jeden pancernik ... albo np. 10-o tonowa bomba. Ale to taka



Dla pancernika moglo byc zbyt plytko, lub wasko, zreszta mialby ten sam
problem - trafienie w mala dziure w skale. A i pacernik nie bylby odporny na
salwy dzial - to chyba byly 12-calowki.

Co do nalotu, to rowniez - dziala byly ukryte, potrzebne by bylo bardzo
precyzyjne trafienie.

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

amd
17 Kwi 2002, 05:14


| Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory. No i zginal przed
| wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza sie Hillary'ego
| i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec jak wysoko
| zaszedl Mallory.

Istnieje minimalna szansa odnalezienia aprartu fotograficznego Mallory'ego,
ktorego
zawartosc moglaby potwierdzic zdobycie szczytu. Jednak biorac pod uwage
wyposazenie z lat 20tych, ktorym dysponowal Mallory, fachowcy od himalaizmu
sklaniaja sie ku tezie, ze nie udalo mu sie zdobyc Mount Everestu.



Zaraz, po znalezieniu Mallory'ego stwierdzono ze gosc po prostu zmarl z
wychlodzenia czy tez wyczerpania - a nie ze odpadl od sciany. Biorac to pod uwage
i fakt ze znaleziono go niedaleko szczytu nie bardzo wiem jak opinia o
niemozliwosci wejscia z braku sprzetu moze byc sluszna. Ona panowala wczesniej,
przed znalezienim ciala, pamietam zaskoczenie (tak daleko doszedl ?) jakie bylo po
odnalezieniu ciala.
Chyba ze mi sie merda z kims innym, wtedy sie kajam.
Generalnie jezeli moglbym dostac jakis namiar na zrodlo informacji ktore posiadasz
- bylbym wdzieczny.
amd

Wagrowski, Konrad
17 Kwi 2002, 05:15

-----Original Message-----

Sent: Wednesday, April 17, 2002 10:53 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

Istnieje minimalna szansa odnalezienia aprartu
fotograficznego Mallory'ego,
ktorego
zawartosc moglaby potwierdzic zdobycie szczytu. Jednak biorac
pod uwage
wyposazenie z lat 20tych, ktorym dysponowal Mallory, fachowcy
od himalaizmu
sklaniaja sie ku tezie, ze nie udalo mu sie zdobyc Mount Everestu.



Oni wchodzili bez aparatow tlenowych... Rzeczywiscie - wowczas male szanse.

| Aha - grupa przygotowana przez Jensena z rozmyslem i
zebrana z calego
| obszaru wschodniego Morza Srodziemnego. Teza o jej
przypadkowosci nie da sie
| obronic. :-)

IMO da sie. Przed akcja nie znali sie nawzajem wiec zgranego
zespolu nie stanowili.



Ale Andrea i Mallory znali sie doskonale. ;-)

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

amd
17 Kwi 2002, 05:18

| -----Original Message-----

| Sent: Wednesday, April 17, 2002 10:56 AM

| Subject: Re: MacLean w kinie

| a propos: nie moge znalezc informacji, moze ktos wie: czy
| Mallory wszedl na
| MtEverest w koncu czy nie ? Czy dalej nie wiadomo ? (byl
| znaleziony kilkaset metrow
| pod szczytem).(Mallory byl pierwowzorem Mallory'ego z Dzial :-) )

| Ale AFAIK nie byl nowozelandczykiem ten prawdziwy Mallory.
| No i zginal przed
| wojna. :-) O ile mi wiadomo, to nadal za zdobywcow ME uwaza
| sie Hillary'ego
| i Tenziga. :-) Ipewnie nie da sie w zaden sposob dowiedziec
| jak wysoko
| zaszedl Mallory.

| Zaraz .... z tego co ja wiem to Mallory wlasnie byl
| nowozelandczykiem ...
| wchodzil w 1928. Nie wrocil. W zeszlym wieku :-) np, pare lat
| temu (nie pamietam
| dokladnie w ktorym) znaleziono jego cialo. Szukano aparatu
| fotograficznego -
| wiedziano ze posiadal. I tu sie moje informacje urywaja ...
| nie wiem co dalej
| :-(

Wbrew pozorom byl Anglikiem:

Mallory, George Herbert Leigh
1886-1924, English mountain climber. After some spectacular ascents in the
Alps, he participated in the Everest expeditions of 1921, 1922, and 1924.
The 1924 expedition culminated in a bold and possibly successful drive
toward the summit by Mallory and Andrew Irvine, from which they did not
return; Mallory's body was discovered on Everest in 1999. Mallory's
intelligence, resolution, and superb leadership, together with the mystery
surrounding his final effort, have made his name legendary among
mountaineers. His name also appears as George Herbert Leigh-Mallory.



Dzieki :-) Jak radio Erewan :-)

| Tak, poczatek zbierania przed pierwszym nalotem.
| A swoja droga zawsze sie zastanawialem czy zamiast komandosow
| nie bylby lepszy
| jeden pancernik ... albo np. 10-o tonowa bomba. Ale to taka

Dla pancernika moglo byc zbyt plytko, lub wasko, zreszta mialby ten sam
problem - trafienie w mala dziure w skale. A i pacernik nie bylby odporny na
salwy dzial - to chyba byly 12-calowki.



152 albo 155 mm. nieco wiekszy kaliber od dzial jakie mial Piorun, a one nie
wyrzadzily krzywdy Bismarckowi. Rodney mial dziala kalibru 406 mm. powinny
wystarczyc.

Co do nalotu, to rowniez - dziala byly ukryte, potrzebne by bylo bardzo
precyzyjne trafienie.



wlasnie ze nie, 10-o tonowa bomba robila male trzesienie ziemi. Moznaby
przysypac. W ksiazce na upartego prubuja trafic bezposrednio ...
amd

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 05:26

| -----Original Message-----

| Sent: Friday, April 12, 2002 8:37 AM

| Subject: Re: MacLean w kinie

Jensen - kazdy z nich ma doswiadczenie i okreslone zadanie do wykonania.
Trudno nie uwazac za prawdziwych zolnierzy Mallory'ego, Browna czy Stevensa
- swoj staz juz maja. A Miller w ksiazce nie jest profesorem, tylko
zolnierzem po niezlych przejsciach (walka w Grecji, ewakuacja, ewakuacja z
Krety).



Tu i tu kazdy  z nich ma swoje mocne i slabe strony i posiada osobowosc.
Film stara sie wyrazic to samo co ksiazka nieco innymi srodkami - bardziej
moze teatralnymi - stad te rozterki.
Poniewaz zas pierwowzor jest swietny film nie mial szans na przebicie
Macleana. Co ciekawe z 'Tylko dla Orlow' jest odwrotnie - film swietny,
(choc gorszy niz DN), a ksiazka IMO taka sobie.

Tez Miller ma lek wysokosci. Ale od tego Mallory, Andrea i Stevens, aby cala
grupe wprowadzic poludniowym zboczem na szczyt. Stevensa strach nie
paralizuje - bo swe zadanie (doprowadzenie kutra) wykonuje i radzi sobie w
starciu z niemieckim scigaczem. Ale boi sie - zdarza sie. Andrea tez sie
boi. Natomiast w filmie Miller ma ciagle rozterki, nie mowiac juz o Brownie,
ktoremu przypomina sie w czasie misji, ze juz nie chce zabijac.

E tam. :-) Tzn, powtorze swoja teze - nie ma znaczenia tez budzet, ma
znaczenie kto sie za to bierze. Oczywiscie, ze Emmerich by nie nakecil
dobrych "Dzial Navarony", ale juz wersji Soderberga czy Spielberga bylbym
ciekaw.



Widze, ze Soderbergh stal sie ostatnio pieszczoszkiem x-muzy ;-P
Mysle ze Emmerich nie zabralby sie za DN - zdecydowanie za malo tam
Amerykanow i zdecydowanie za duzo Niemcow ;-)

Ale to juz nie bylyby "Dziala Navarony" z taka koncowka...



Uwazasz, ze zadne zmiany czy tez odstepstwa od oryginalu w tym
przypadku za niedopuszalne. Fajnie byloby zobaczyc nowoczeniejsza
ekranizacje nie dla nowych twarzy ale dla wspolczesnej koncepcji
bohaterstwa czy poswiecenia  - i to nie tej zalatujacej propaganda.

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 05:33

wlasnie ze nie, 10-o tonowa bomba robila male trzesienie ziemi. Moznaby
przysypac. W ksiazce na upartego prubuja trafic bezposrednio ...
amd



Akcja komandosow mogla po prostu byc tansza i tyle.
Przy okazji odpowiadam na pytanie o zrodlo informacji o Mallorym:
jakis czas temu chyba przy okazji odnalezinia ciala Mallory'ego trafilem
w internecie na jakas stronke zawierajaca oprocz niezbyt szczegolowego
opisu takze komentarze alpinistow. Niezbyt to pewne zrodlo, niestety
obecnie moge polecic Ci jedynie wyszukiwarke. ;-(((

Wagrowski, Konrad
17 Kwi 2002, 05:40

-----Original Message-----

Sent: Wednesday, April 17, 2002 11:20 AM

Subject: Re: MacLean w kinie

dyskusyjnych

| -----Original Message-----

| Sent: Friday, April 12, 2002 8:37 AM

| Subject: Re: MacLean w kinie

| Tak jak pisalem - jest to jednak grupa, ktora zgromadzil z

| Jensen - kazdy z nich ma doswiadczenie i okreslone zadanie
do wykonania.
| Trudno nie uwazac za prawdziwych zolnierzy Mallory'ego,
Browna czy Stevensa
| - swoj staz juz maja. A Miller w ksiazce nie jest profesorem, tylko
| zolnierzem po niezlych przejsciach (walka w Grecji,
ewakuacja, ewakuacja z
| Krety).

Tu i tu kazdy  z nich ma swoje mocne i slabe strony i posiada
osobowosc.
Film stara sie wyrazic to samo co ksiazka nieco innymi
srodkami - bardziej
moze teatralnymi - stad te rozterki.



Dlatego wole ksiazke. ;-)

Poniewaz zas pierwowzor jest swietny film nie mial szans na przebicie
Macleana. Co ciekawe z 'Tylko dla Orlow' jest odwrotnie -
film swietny,
(choc gorszy niz DN), a ksiazka IMO taka sobie.



Ksiazka nie jest zla - jak juz ktos wspomnial, brakowalo w filmie tekstow
Schaeffera. Ale rzeczywiscie - film udal sie niezgorzej. Nawet walka na
kolejce, opisana w ksiazce swietnie, bo latach niezle sie broni.

| E tam. :-) Tzn, powtorze swoja teze - nie ma znaczenia tez
budzet, ma
| znaczenie kto sie za to bierze. Oczywiscie, ze Emmerich by
nie nakecil
| dobrych "Dzial Navarony", ale juz wersji Soderberga czy
Spielberga bylbym
| ciekaw.

Widze, ze Soderbergh stal sie ostatnio pieszczoszkiem x-muzy ;-P
Mysle ze Emmerich nie zabralby sie za DN - zdecydowanie za malo tam
Amerykanow i zdecydowanie za duzo Niemcow ;-)



Ale on jest Niemcem! Moglby przedstawic nowe oblicze zolnierzy niemieckich,
ukazujac jako glowna pozytywna postac hauptmanna Skode. ;-)

| Ale to juz nie bylyby "Dziala Navarony" z taka koncowka...

Uwazasz, ze zadne zmiany czy tez odstepstwa od oryginalu w tym
przypadku za niedopuszalne. Fajnie byloby zobaczyc nowoczeniejsza
ekranizacje nie dla nowych twarzy ale dla wspolczesnej koncepcji
bohaterstwa czy poswiecenia  - i to nie tej zalatujacej propaganda.



Zebysmy sie zle nie zrozumieli - ja z wielka checia obejrzalbym taki film o
jakim piszesz, przepadam za dramatami wojennymi. Ale to nie bylyby "Dziala
Navarony" McLeana - przygodowa opowiesc z czasow WW2.

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

amd
17 Kwi 2002, 05:46


| wlasnie ze nie, 10-o tonowa bomba robila male trzesienie ziemi. Moznaby
| przysypac. W ksiazce na upartego prubuja trafic bezposrednio ...
| amd

Akcja komandosow mogla po prostu byc tansza i tyle.



To nie jest powazny argument, prawda ?

Zbigniew Toroński
17 Kwi 2002, 06:04

To nie jest powazny argument, prawda ?



Obal go.

Leszek Karlik
17 Kwi 2002, 11:40

disseminated foul capitalist propaganda:

[...]

| Akcja komandosow mogla po prostu byc tansza i tyle.
To nie jest powazny argument, prawda ?



Bardzo poważny.

W wojnie nie liczy się tylko to, żeby pokonać przeciwnika, ale także
to, żeby nie zniszczyć przy tym zupełnie swojej gospodarki. Dlatego
wojsko też musi się liczyć z kosztami. Jeżeli akcja komandosów mająca
60% szansy na powodzenia kosztuje 1/10 tego co nalot bombowców tak
masywny aby miał 80% szans powodzenia (ach, ta niesamowita celność
bomb z okresu II WŚ), to oczywistym jest żeby najpierw spróbować akcji
komandosów. Zwłaszcza, że jeżeli komandosi zginą to i tak straty będą
mniejsze niż jeżeli wrogie myśliwce sprują nam połowę cholernie
drogich bombowców.

Leslie

Wagrowski, Konrad
18 Kwi 2002, 11:24
-----Original Message-----

Sent: Wednesday, April 17, 2002 11:18 AM

Subject: Re: MacLean w kinie



Dzieki :-) Jak radio Erewan :-)

| Tak, poczatek zbierania przed pierwszym nalotem.
| A swoja droga zawsze sie zastanawialem czy zamiast komandosow
| nie bylby lepszy
| jeden pancernik ... albo np. 10-o tonowa bomba. Ale to taka

| Dla pancernika moglo byc zbyt plytko, lub wasko, zreszta
mialby ten sam
| problem - trafienie w mala dziure w skale. A i pacernik nie
bylby odporny na
| salwy dzial - to chyba byly 12-calowki.

152 albo 155 mm. nieco wiekszy kaliber od dzial jakie mial
Piorun, a one nie
wyrzadzily krzywdy Bismarckowi. Rodney mial dziala kalibru
406 mm. powinny wystarczyc.



Nie, nie, nie. Musialem zaczekac 1 dzien aby sprawdzic w domu. Dziala
Nawarony mialy kaliber 12 cali:
"Powoli zblizyl sie do dzial, obszedl polowe platformy lewego dziala, zbadal
ja, o ile to bylo mozliwe w ciemnosci. Byl wstrzasniety samym jego
rozmiarem, straszliwym kalibrem i dlugoscia lufy, wysunietej daleko w
ciemnosc nocy. Przypomnial sobie, ze zdaniem bieglych mialo to byc zaledwie
dziewieciocalowe dzialo burzace, ze ograniczona przestrzen jaskini stwarza
zludzenie ich przesadnej wielkosci. Powtarzal to sobie i obliczal: lufa
dwunastocalowa, ani cala mniej. Bylo to najwieksze dzialo, jakie
kiedykolwiek widzial. Najwieksze? Boze, bylo gigantyczne! Coz to za idioci
poslali "Sybaris" przeciwko takim dzialom!"

A wiec 305 mm - wiecej niz kaliber glowny "Scharnhorsta" i "Gneisenau".
Takie dzialo po kilku trafieniach moglo zatopic i "Rodneya"...

A "Piorun", o ile mnie pamiec nie myli, mial proste 5 calowki (127 mm) - nie
da sie porownac.

Zagladajac do ksiazki, zaczalem ja sobie ponownie czytac wczoraj wieczorem.

Zadnych zbednych scen, krotkie, ale precyzyjne charekterystyki postaci, ale
takie, ze nie mamy problemu sie z nimi utozsamiac - a do tego naprawde
rewelacyjne dialogi. Czy obecnie ktos pisze takie ksiazki przygodowo -
sensacyjne? Wypadlem przez ostatnie 10 lat z obiegu. Cos czuje, ze skoncze
"Dziala..." i wezme sie za "HMS Ulisses", "Noc bez brzasku", "Zlote
Rendezvous", "$8 godzin", "Tylko dla orlow" etc...

Oddjac hold filmowi pare rzeczy mi sie przypomnialo. Teraz zalety filmu:
- Poludniowe urwisko bylo takie jakie byc powinno - w ksiazce jego opis jest
niemal apokaliptyczny, ale w jakis sposob udalo sie oddac to i w filmie.
Szacunek.
- dziala robia wrazenie na mnie, jak zrobily na Mallorym - dobrze je dobrali
- scena finalowa, gdy ta winda kilkukrotnie sie zbliza do stykow -
majstersztyk. Lepiej niz w ksiazce, slowo daje.

Konrad Wagrowski
Magazyn "Esensja": http://www.esensja.pl
I have to believe in a world outside my own mind. I have to believe that my
actions still have meaning... even if I can't remember them. I have to
believe that when my eyes are closed, the world's still there.

Jan Rudziński
18 Kwi 2002, 12:11
Cześć wszystkim

[...]

Zagladajac do ksiazki, zaczalem ja sobie ponownie czytac wczoraj wieczorem.

Zadnych zbednych scen, krotkie, ale precyzyjne charekterystyki postaci, ale
takie, ze nie mamy problemu sie z nimi utozsamiac - a do tego naprawde
rewelacyjne dialogi. Czy obecnie ktos pisze takie ksiazki przygodowo -
sensacyjne? Wypadlem przez ostatnie 10 lat z obiegu. Cos czuje, ze skoncze
"Dziala..." i wezme sie za "HMS Ulisses", "Noc bez brzasku", "Zlote
Rendezvous", "$8 godzin", "Tylko dla orlow" etc...



 Tylko zwróć uwagę, że MacLean jest chyba najbardziej nierównym pisarzem
na świecie. Zdaje się, że żaden inny pisarz, który stworzył coś tej
klasy co "HMS...", czy "Działa..." nie zrobił jednak takich gniotów,
jakie fabrykował MacLean.
 Tak że nie psuj sobie smaku takimi, nie przymierzając "Żegnaj,
Kalifornio", czy "Santoryn", czy nawet "Partyzanci z Nawarony", którzy
są ciągiem dalszym _filmu_, a nie książki!

 Aha - i sprawdź, czy dobrze pamiętam - nie mogli zbombardować dział, bo
w tym rejonie Niemcy mieli absolutną przewagę w powietrzu, dlatego dzień
był niemiecki, noc angielska...

[...]

- dziala robia wrazenie na mnie, jak zrobily na Mallorym - dobrze je dobrali
- scena finalowa, gdy ta winda kilkukrotnie sie zbliza do stykow -
majstersztyk. Lepiej niz w ksiazce, slowo daje.



 Ale bardzo 'filmowe' - wyglądało dokładnie tak, jak należy się
spodziewać w kinie. Albo może nie - może przez zyliony naśladowców ta
scena robi mniejsze wrażenie niż powinna.

Konrad Wagrowski



--
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

Zejscie w Halloween
>WHITE SLAVERY IN ISRAEL=Christian Girls!!
Czego boi sie Rufus - tylko szybko :)
Szanowny KLUS, Szanowny BOSZ
"Darwin do poprawki"
Dogville
ZHIDS Murder Polish at Vinnitsa!! Like KATYN!!
The Village - tutaj bez psujlerow (serio), ale za ewentualne odpowiedzi=
dont silent bob and jay
Allies kill 25,000 Poles then hang innocent Germans [2/2]
Sunshine (bez spoilerow)
standardy etyczne i przyczyny ich zmian
Duszenie inflacji poprzez hiperinflacj
Chicago (psujow nie przewiduje)
a taka nocna mysl ;)
Katalog tematów z for internetowych @@ Strona Główna
Odnośniki,